zaloguj się   |    zarejestruj się   |   
SmodCMS

Nasze dzieje

Link - Kliknij tutaj

Czarni górale z Piwnicznej


Wanda Łomnicka-Dulak
CZARNI GÓRALE Z PIWNICZNEJ
W PIŚMIENNICTWIE I WSPOMNIENIACH
Szczęśliwy człowiek, który posiada swoją Ojcowiznę serdeczną ziemię zapisaną
głęboko w sercu zgłoskami ukochania. Kiedy przymyka oczy, widzi jej barwy namalowane
przez wszystkie pory roku, słyszy śpiew jej ptaków, szmer potoków, a nawet nawoływania
ludzi, którzy już odeszli do Ojcowizny niebieskiej. Moja Ojcowizna serdeczna
położona jest:
Na małem skrowku nase łojcyzny
dzie sie do nieba styrmiom hole
a Poprodzbiyro bystre potoki...
To ziemia moich przodków: Długoszów, Gumulaków, Łomnickich i Maślanków, ziemia
górali nadpopradzkich. Pragnę ją przybliżyć Czytelnikowi słowami historyków,
badaczy, miłośników jej piękna, a także strofami poetyckimi.
Stolica czarnych górali - Piwniczna - leży w centralnej części Karpat Polskich,
zarazem w centralnej części Beskidów i w centralnej części Beskidu Sądeckiego. Przewodnią
cechą Beskidu Sądeckiego jest występowanie dwóch głównych pasm górskich:
Radziejowej - na zachodzie i Jaworzyny Krynickiej - na wschodzie, rozdzielonych doliną
Popradu. W granicach miasta znajduje się południowo-wschodnia część pasma
Radziejowej oraz niewielkie fragmenty pogórzy i niższych grzbietów należących do pasma
Jaworzyny Krynickiej. Pomiędzy nimi znajduje się dolina Popradu, która stanowi
główną i centralnie położoną oś, integrującą obszar miasta. Granice Piwnicznej są przeważnie
granicami naturalnymi, gdyż biegną wzdłuż grzbietów górskich i Popradu. Granica
południowa jest zarazem granicąpaństwową ze Słowacją. Na zachodzie Piwniczna
graniczy ze Szczawnicą, a na północnym zachodzie z gminą Rytro. Granica wschodnia
oddziela miasto od obszaru gminy Piwniczna. Obszar miasta stanowi fragment środkowej
części zlewni Popradu, sięgając w rejonie Obidzy i Wielkiego Rogacza po je j wododział.1

Król Kazimierz Wielki w roku 1348 wydał akt lokacyjny miasta; w dokumencie tym
było zapisane imię zasadźcy Hanko, mieszczanin nowosądecki. Zaś urządzenie miasta
miało się odbywać na prawie magdeburskim. Kazimierz Wielki wydając w Krakowie
w dniu 1 lipca 1348 roku pozwolenie na lokację miasta na surowym korzeniu w miejscu
zwanym Piwniczną Szyją wymienił jako główny cel założenia nowej osady miejskiej potrzebę
pomnożenia dochodów Królestwa w obszarach lesistych, dotąd zgoła nieużytecz-
' Joanna Śliwińska, Antoni Szewczyk, Charakterystyka środowiska przyrodniczego, Piwniczna Zdrój. Studia
i szkice z dziejów miasta 1772-1998 pod red. prof. Józefa Długosza, Piwniczna Zdrój 1998, s. 17,18.
102 Wanda Łomnicka-Dulak
nych. Taki właśnie wybór miejsca pod przyszłe miasteczko umożliwia jednak stwierdzenie
wyraźnego związku między lokacją nowego miasta w Karpatach a kierunkiem dawnego
traktu z Węgier na Rytro, Stary i Nowy Sącz do Krakowa oraz koniecznością zabezpieczenia
jego w najbardziej newralgicznym punkcie pogranicza polsko-węgierskiego.2
Przez całe lata właśnie pogranicze krajów, kultur, języków, obyczajów miało wpływ
na ludzi tu zamieszkujących. Miało też wpływ położenie pośród gór, nad rzeką. Pomiędzy
dwoma pasmami gór nad Popradem zaczynały się dzieje nowego miasta na tym
szlaku. Patrzyła rzeka na ludzi, których tu osadzał, z woli króla, mieszczanin sądecki
Hanko. Budził ją przecież co dnia stukot siekier, toporów, pod którymi padały wielkie
drzewa, a wieczorami snuły się aż tu w dolinę dymy z dalekich ognisk, w których płonęły
resztki pni i gałęzi. Witała pierwsze ludzkie siedziby na lewym brzegu sadowione, patrzyła
na ludzki wysiłek, wytrwałość, pracowitość. Przyjmowała osadników, użyczała im
chłodu i wilgoci w dni upalne, dzieliła się mnóstwem ryb, towarzyszyła wysiłkom, zawsze
jednak pewna swej siły, swej władzy nad nimi, swej niszczącej lub błogosławiącej
mocy - niezależna królowa tej górskiej lesistej ziemi i tego nowego ludzkiego siedliska -
Piwnicznej Szyi -pomiędzy Młodowem a Nartem sadowionego.3
Jacy ludzie wówczas zamieszkiwali Piwniczną i okolice, kiedy poczuli bliski związek
z tą ziemią kiedy utożsamili się z nią zapoczątkowali góralski rodowód? Przyszło
im żyć na ziemi pięknej, ale trudnej, często niewdzięcznej - wiedzieli o tym dobrze
włodarze miasteczka. W celu szybkiego rozwoju miasta dokument lokacyjny przewidywał
20-letni okres wolny od płacenia czynszu królowi oraz obowiązków wojskowych.
Warunki, z jakimi zetknęli się pierwsi osadnicy, były trudne. Z jednej strony przygraniczny
charakter miejscowości, z drugiej niekorzystne warunki przyrodnicze. Zwężenie doliny
Popradu i strome stoki Beskidów, korzystne ze względów obronnych, stwarzały określoneproblemy
osadnicze. Potwierdzają to dzieje Piwnicznej w kolejnych wiekach, zapisane
w dokumentach z życia miasta (księgi wójtowsko-ławnicze, księgi sądowe, dokumenty
kupna i sprzedaży). 4 Mimo tych trudności górale trwali na tej ziemi, uprawiali ją
i wracali z wojen i ״rekrutów”.
Przecie wracali coby gazduwać
na swoif groniaf, bystryf ubocaf
choć było ciezko, nieroz barz biydnie
nigdy ni mieli hankoru w łocaf.
Określając obszar zamieszkiwany przez czarnych górali można wymienić Piwniczną
z jej rozsianymi po górach przysiółkami, wioski sąsiadujące (górale łomniczańscy nosili
biały strój, a i w mowie zachowali odrębność, dalej na wschód to już wioski zamieszkane
kiedyś przez Łemków).
Henryk Stamirski, Organizacja miasta Piwnicznej w świetle przywilejów, Zarys rozwoju miasta Piwnicznej
(Lata 1348-1807), Nowy Sącz 1961, s.8.
Maria Lebdowiczowa, Rzeka z miasteczkiem w tle, Piwniczna Zdrój 2003, s. 8-9
Stanisław Smaga, Wybrane zagadnienia demograficzne i osadnicze, Piwniczna Zdrój. Studia i szkice..., s. 40
Czarni górale z Piwnicznej 103
M. Cz. Cholewa pisze: Dokładna analiza strojów ludu polskiego Ziemi Sądeckiej,
tak Górali, ja k i Lachów, prowadzi do ustalenia pewnych wyraźnych skupisk, posiadających
zespół właściwych sobie tylko cech. Są to następujące grupy etniczne i skupiska:
Grupa góralska
Górale sądeccy: I skupisko łącko-kamienickie; II skupisko obidzko-jazowskie.
Górale nadpopradzcy: III skupisko rytersko-piwniczańskie; IVskupisko przysietnicko-
barcickie; Vskupisko nawojowskie; VI skupisko ptaszkowskie.5
Dalej autor wymienia skupiska Lachów Sądeckich. Ważne jest określenie granicy
wpływów góralskich. Natomiast profesor Eugeniusz Pawłowski tak je opisuje:
Granicę między góralami a Lachami stanowi pasmo Radziejowej: Piwniczna
(z Łomnicąpo prawej stronie Popradu) to już góralszczyzna, Rytro teren mieszany, wsie
na północnych zboczach (Gaboń, Skrudzina, Moszczenica) to ju ż Lachy, ale Obidza
i Brzyna — górale (z gwarą sądecką). Granica przekracza Dunajec między góralskimi
Maszkowicami a lachowskim Jazowskiem i biegnie kupn-zachodowipo Tymbark, pozostawiając
po stronie ״ górali sądeckich” Łącko z Maszkowicami, Kicznię, Zagorzyn
i Wole: Piskuliną i Kosnową, Zalesie, Zbludzę, Kamienicę, Zasadne i Szczawę (= wschódnie
kończyny Gorców), a Czarny Potok, Mtynczyska, Siekierczynę, Starą Wieś i Słopnice
po stronie lachowskiej. Ale z powyższego zestawienia widać, że granica etnograficzna
Lachów i górali często nie pokrywa się z granicą gór i pogórza i - co z tego wynika -
z górskim lub podgórskim charakterem wsi: Brzynę, Obidzę, wsie typowo górskie, zamies
zkują, ja k widzieliśmy ״ Lachy”, podobnie naddunajeckie, ale w gruncie górskie
Zarzecze czy do Beskidu Wyspowego należące Mtynczyska.6
Profesor Pawłowski przytacza też pogląd Adama Czarnockiego, który wyróżnia na
polskiej części terenu nadpopradzkiego 1) Lachów Sądeckich 2) górali nadpopradzkich
i 3) Łemków oraz muszyńskich ״gardłaków”. Lachów zaś dzieli na ״Równiaków” (Biegonice)
i ״Bryjowian” (Stary Sącz), a górali na przysietnicko-barcickich i rytersko-piwniczańskich.
Przypomina, że Seweryn Udziela nie zna tak szczegółowego rozróżnienia,
określając wszystkie wspomniane grupy jako Lachów i utożsamiając z góralami od Sącza.
Górale czarni mieszkali nie tylko w skupisku miejskim, ale też chałupach rozsianych
po przysiółkach. Z uwagi na charakterystyczne w Piwnicznej urabianie nazw topograficznych
i przysiółków, warto je przytoczyć. Na początku stulecia w skład miasteczka
wchodziły następujące przysiółki: Błankowa, Borownice, Bziniaki, Czercz, Czyrczyk (Zaczerczyk),
Głębokie, Hanuszów, Kosarzyska Łazy, Łomnickie, Majerz i Zagrody, Makowisko
(Zamakowisko), Obidza, Piwowary (Piwowarówka), Polana, Równia, Sucha Dolina,
Smigowskie, Walczaki i Karpaty, Witkowskie, Zapotok (Za Potokiem), Zawodzie,
Zwory i osobne grupy domów: Banie, Bitne, Bucznik, Bukowiec, Cichoniówka, Duchówka,
5 M.Cz. Cholewa, Stroje ludowe Ziemi Sądeckiej. Rozwój stroju ludowego i jego zasięgi terytorialne, ״Lud”,
t XXXVI, S.16
Eugeniusz Pawłowski, Z dziejów osadnictwa ziemi sądeckiej, Nazwy miejscowe Sądecczyzny, Kraków 1965,
s. 17.
104 Wanda Łomnicka-Dulak
Fryckowskie, Kiczkówka, Kosmydle, Kulizaki, Latawcowa, Liskowa, Łazarkówka, Magury,
Niemcowa, Niewinna, Podolik, Pola, Skorupy, Tromowa, Trześniowy Groń, Więckówka,
Żeniowska. Zabrakło informacji o Fiedorówkach, Zabaniach i Rycerzach, które
wymieniano w połowie XIX wieku.7
Czym zajmowali się mieszkańcy, jak żyli przez całe miesiące, lata, stulecia, czy
wyróżniali się na tle innych wiosek i miasteczek Sądecczyzny? Przez lata byli samowystarczalni,
podstawą ich utrzymania była uprawa niezbyt urodzajnej ziemi, hodowla
owiec, drobne rzemiosło, a także handel artykułami rolno-spożywczymi. W samym
mieście i w wymienionych przysiółkach ludzie zajmowali się krawiectwem, kuśnierstwem,
stolarstwem, ciesielką, murarstwem. Byli też szewcy, kołodzieje, kowale, bednarze,
młynarze, druciarze (przeważnie wędrujący Łemkowie), szwacze i tkacze, a nawet
flisacy. Istniały zakłady rzemieślnicze: świdemia, folusz, tartak, młyny, później nawet
fabryka mebli.
W centrum dzielnicach zwartych zajęcia ludności były bardziej zbliżone do rzemiosła,
natomiast w przysiółkach ludność zajmowała się głównie rolnictwem i hodowlą. Ale
i w centrum do rzadkości należeli mieszkańcy niezwiązani z rolnictwem, gdyż nawet
rzemieślnicy uprawiali rolę, zajmowali się także hodowlą bydła i owiec. W centrum
miasta rolnictwo stanowiło dodatkowe źródło dochodu dla rzemieślników, natomiast
w przysiółkach głównym zajęciem było rolnictwo i hodowla, a rękodzielnictwem zajmowano
się dodatkowo. Wytwory rękodzielnictwa i rzemiosła domorosłego zbywano głównie
na cotygodniowych targach w Piwnicznej lub w Starym Sączu}
Zachowało się niezbyt wiele opisów życia codziennego, zajęć i zwyczajów górali
zamieszkujących część Beskidu Sądeckiego w okolicach Piwnicznej. Włodzimierz Kubijowicz
pisze: Literatura geograficzna odnosząca się do Beskidów Sandeckich przedstawia
się bogaciej, aniżeli innych części Beskidów. Problemy przełomu Dunajca i Poprądu
wcześnie zainteresowały badaczy (...) Natomiast kwestje antropogeograficzne są
nieopracowane. I dalej: Osadnictwo stałe okrążyło zewsząd Beskidy Sandeckie. Z kotliny
Sandeckiej weszło ono w dolinę przełomową Dunajca i Popradu oraz Kamienicy,
apłd. część zajęło osadnictwo łemkowskie. Kontynuując opis osadnictwa autor zauważa:
Na dole napotykamy stałe osiedla; grzbiety są zajęte przez pastwiska i łąki sianokośne,
polany przez rolę i pastwiska bez ścisłego oddzielenia wysokościowego; oczywista
w częściach niższych jest więcej roli, w wyższych więcej łąk. Rola przekracza w kilku
wypadkach 1000 m npm, ja k na Niemcowej i pod Heliaszówką w grupie Radziejowej,
a pod Pustą i Łabowską w grupie Jaworzyny (...) Na tych polanach znajdują się domostwa
stałe, letnie domy i szopy. Na ogół domy stałe leżą niżej od czasowych, ale ścisłej
selekcji nie ma; na tej samej polanie znajdują się domostwa stałe i czasowe, niekiedy
wyżej stałe, niżej czasowe; zależy to tylko od stosunków własnościowych.9
1 Józef Długosz, Miasto i region w czasach austriackich, Piwniczna Zdrój, Studia i szkice..., s. 72.
Edward Grucela, Zajęcia ludności wXIXi XX wieku, Piwniczna Zdrój, Studia i szkice..., s. 89.
Włodzimierz Kubijowicz, Życie pasterskie w Beskidach Magórskich, Prace Komisji Etnograficznej Polskiej
Akademii Umiejętności w Krakowie 1927, s. 43,44.
Czarni górale z Piwnicznej 105
Autor podkreśla też różnice między osadnictwem polskim i rusińskim: na polanach
polskich napotyka się stałe zamieszkane domostwa i przysiółki, zaś na terenach łemkowskich
cała ludność jest skupiona we wioskach, a na polanach domy i szopy sączasowo
zamieszkane. Pisząc o życiu pasterskim wspomina, że: czyste formy pasterskie, związane
z kilkumiesięcznym pobytem na halach, występują w Beskidach Sandeckich tylko
na najwyższych grzbietach. W grupie Radziejowej przywiązane są hale do głównego
grzbietu od Dzwonkówkipo Poprad i równoległych doń grzbietów, odciętych podłużnymi
dolinami od głównego. Rozróżnia cztery formy życia pasterskiego: 1) szałaśnictwo
owcze z pobytem na halach, 2) pasterstwo z wołami, 3) szałaśnictwo rolne, 4) formy na
polanach. Pierwsza z nich była wówczas, gdy owce wypasały się po lasach mniej po
halach, które były obszarem osadniczym, a także i gospodarczym (takie szałasy miały
m.in. Rytro i Piwniczna). Następnie autor stwierdza, że w wyniku zanikania szałaśnictwa
ilość szałasów w grupie Radziejowej zmniejszyła się z 7 do 2. Nieliczne większe
szopy pasterskie można spotkać pod Pisaną Halą i nad Łomnicą jednak niszczeją coraz
bardziej, niektóre remontowane na prędce tracą cechy budownictwa typowego dla naszego
terenu. Nie przetrwały natomiast szałasy. We wspomnianej pracy Kubijowicza
znajdujemy opis szałasu: jest to budka o wymiarach najczęściej 3/4 m szerokości, 2 m
długości, 1 i 1/2 m wysokości; nad ziemią znajduje się pomost z drzewa, służący pasterzowi
jako łoże, do wnętrza wślizguje się on przez maleńkie drzwiczki. Wypas trwa od
pierwszych dni maja do końca września. Ten typ szałaśnictwo występuje prawie we wszystkich
wioskach łemkowskich, a z polskich w obu Szczawnicach, Piwnicznej, Łomnicy
i Suchej Strudze; tworzy zatem zwarte terytorium.
Obecnie dawne narzędzia pracy górali nadpopradzkich można spotkać jedynie
w muzeum prowadzonym przez Towarzystwo Miłośników Piwnicznej. Są tam także
modele tratwy i kolyby. O różnorodności zajęć ludności świadczą licznie zgromadzone
narzędzia pracy z zakresu rzemiosła, rolnictwa, leśnictwa i innych. Wielkość i kształt
tych przedmiotów można traktować jako świadectwo epoki, kiedy Piwniczna była samowystarczalna
oraz produkowała na zbyt dla okolicznych wsi. Wśród narzędzi znajdują
się na przykład (...) strug, skobliczka, ośnik, piłka, kopyto i młotek szewski czy kula do
masowania wyprawionych skór (...). O pomysłowości i zaradności mieszkańców świadczy
np. prymitywne narzędzie do wyrywania zębów zwane lewarkiem (..)10. O codziennych
ciężkich zajęciach ludności przypominają nosiłki do wody (nieraz do źródła było
kilkaset metrów), motyka - karczówka przypomina, że przodkowie musieli pole orne
wyrywać lasom i nieużytkom, kopacz, sierp, kosa, cepy świadczą o trudzie koniecznym
przy zbiorze płodów rolnych. Jedynie w muzeum pozostały eksponaty związane z pasterstwem:
dzwonki (bełkoty), baty, trubity (trombity), ciekawe naczynia drewniane,
stołki samorodne z jednego pnia. Górzyste pola były obrabiane przy użyciu siły pociągowej
krów i wołów, teraz pozostały charakterystyczne jarzma i prymitywne narzędzia
uprawy: socha i brony drewniane. Cały ciąg czynności od posiania lnu, poprzez jego
' Wanda Łomnicka-Dulak, Towarzystwo Miłośników Piwnicznej i początki muzealnictwa, Piwniczna Zdrój.
Studia i szkice...s. 505, 506.
106 Wanda Łomnicka-Dulak
zbiórkę, obróbkę aż po sprzędzenie i utkanie płótna przez knopa przypominają narzędzia
związane z obróbką lnu: rafy, szczeć, międlice, wózki, kołowrotki, krosna. Pozostałościami
informującymi o sposobie odżywiania są np. putyrka do przechowywania
bryndzy, niecki do tarcia ziemniaków, dziadek do ubijania ziemniaków, maśniczki, maselniczki,
kiełbaśnice do wyrobów masarskich, grabki do zbierania borówek i inne.
O zdolnościach manualnych i talentach mieszkańców świadczy zbiór narzędzi rolniczych:
grabie, widły, łopołki, maśnicki, becułki, oraz innych przedmiotów wykonanych
z drewna jak stołki, zydle, kołyski, kufiry, a nawet instrumenty muzyczne: basy, trombity.
Wielu górali było obdarzonych dużym talentem artystycznym, stąd bogata kolekcja
rzeźb, m.in. Wiktora Lebdowicza, Józefa Gruceli - ״Judy”, a z żyjących Edwarda Gruceli
i Stanisława Lebdowicza.
Podstawą pożywienia górali były płody tej nieurodzajnej ziemi: kapusta, ziemniaki,
karpiele, grochy, owsiana mąka, swoistą omastę stanowiły suszki (suszone śliwy i inne
owoce). Pamiętam, jak ojciec wspominał zimę, którą trzeba było przeżyć o beczce kapusty,
ziemniakach i owiesku. Charakterystyczne potrawy gotowane przez moją mamę
Albinę jeszcze w 90. latach XX wieku, to np: piyrogi z suskami, piyrogi z jaframi (borowkami),
zupa z korpielami, borsc z grochem jaśkiem, dziadki z łomastom; inne zupy
to syrzanka, bryndzanka, pietruscanka, cyr ze słodkiem abo kwaśnem mlykiem, zimioki
z kwaśnem mlykiem (polone mlykiem abo na przychlipke), kapusta z grochem, kapusta
z grzybami, kluski z tartyf zimioków ze skwarckami, placki na proszkaf, placki ze zimioków
na blase abo na tłuscu, piyrogi z tartyf zimioków (łomnicańskie), kasa ze śliwkami
(susonemi), zimioki ze śliwiankom, zimioki z kapuśniorkom. Wiele z tych potraw było
tradycyjnie gotowane na stół wigilijny, a niektóre, jak cyr czy placek pastucha, stanowią
menu kuchni regionalnej.
W Muzeum TMP jest też mini-skansen z miniaturami folusza, świdemi, młyna, dawnej
typowej zagrody czarnych górali. Tomasz Marszałek z Kokuszki tak pisał: Jak mieskały
nase dziadowie? Ano wiycie tak. Cholpy buduwały z lokrągłego drzewa, sciesanego
toporami. Nakrywali ik słomianom strzechom z kicórek. To takie snopki słomy, specjalnie
do krycio dachów. Takie kurne chołpy ni miały kominów, śpary miyndzy belkami
drzewa z pola utykali mechem, a w środku równafy glinom i biyluły wopnem, na bioło.
W środku była piekarnia, kuchnia znacy się, sień i izba. Piekarnia i izba miały małe
łokna, pojedynce syby w nik były. Jak w zimie zamarzły, to sie zimno w chołpie robiuło,
a późni ja k ten gruby lód tajoł, to sie woda loła po ścianak. Dlotego, wiycie, drzewo
wnet gniuło pod łoknami. U bogatyk ludzi to były podłogi, ale u biydnyk ino klepiska
z gliny. Piece w izbie buduwali z małyk, płaskik kamieni. Dobrze grzoł taki piec. W izbie
stoły łóżka, nieroz prycia z desek niehybluwanyk, stoły i ławki były strugane i stoły na
krzyzokak. Pod powałom przy ścianie przywiązali do tragorzy długą zyrć do wiysanio
łochów. W kątak stoły skrzynie do schowanio łodziaty, a w nik puskrzynki skryte na
piniondze.
W taki izbie pełno było świętyk lobrozów na ścianak. Wiysali ik inacy ja k to dzisiok,
do ściany i do powały pochyło. Za temi łobrozami były schowki na różne rzecy. Pomiyndzy
izbom a piekarniom była sień, ni miała łokien, a w kącie stoły becki z kapustom
Czarni górale z Piwnicznej 107
kisnom i na wode. Wdrugiem kącie stoły żarna co sie w nik melło ziorno na mąkę (...).
Ze sienie wchodziuły do piwnice. Po drugi stronie sienie piekarnio. Tam było wszystko!
Godali ze ino dziada z babom brakuje. Z jedne strony stoi wielgi piec z kamiyni i gliny,
do watry i nolepy wysoki może ze 70 cm. Na spodku, przy ziemi były nory lo zająców
(królików) ipodnolepek, wielgi schowek na drzewo. Żeliwne górki stawiali na dynorkak,
na watrze i tak sie gotuwało. Jak sie połuło mokrem drzewem to w chołpie jaz ciemno
łod dymu.1' W dalszej części autor wymienia inne sprzęty: stoły, ławy, półki, łyżniki
oraz wspomina o obecności zwierząt, np. kur w corku koło pieca (córek to zagrodzona
powierzchnia, klatka dla cieląt lub kur).
Wspomniałam o modelach dawnych budynków wykonanych przez Edwarda Grucęlę
na potrzeby muzeum TMP. Możemy tam zobaczyć zasadę pracy m.in. folusza.
Z pracą folusza związana jest nieodłącznie sprawa stroju.
Grupa górali nadpopradzkich, zwłaszcza góralepiwniczańscy, byli jedyną grupą górali
polskich, którzy cały strój wykonywali z czarnego (brązowego, siwego) sukna. Najprawdopodobniej
uwarunkowane było to tym, że obszar miasta Piwnicznej w przeważającym
procencie jest górzysty, zamieszkany przez górali, którzy jednocześnie byli mieszczanami.
n
Uczestnicy kursu rolniczego w 1918 roku
” Tomasz Marszałek, Pamiętniki, ״Znad Popradu”, czerwiec 1993 r.
'־ Jak w przyp.8, s. 98, 99.
108 Wanda Łomnicka-Dulak
M.Cz.Cholewa pisze: Górale posiadają natomiast większe poczucie własnej godności,
nie wypierają się swojego etnikonu, a nawet odmawiają go sąsiadom. Nieco dalej
pisze o stroju: Natomiast podgrupępiwniczańsko-ry terską i nawojowską charakteryzują
brązowe portki, gunie oraz czapki z barankową oprymą. Dawniej były w użyciu białe
portki z czerwoną wszytką. Na ogół jednak ani guń, ani portek tutaj nie wyszywają.
Jedynie używanie kierpców łączy tę grupę z Góralami.13
W latach 60. i 70. XX wieku strój piwniczański został wydobyty ze starych skrzyń
przez zbieraczy, nauczycieli miejscowej szkoły, współtwórców Izby Muzealnej i Zespołu
״Dolina Popradu”. Uratowano naprawdę ostatnie gunie i hołośnie, ponieważ przemiany
kulturowe, coraz większy wpływ czynników zewnętrznych na obyczajowość,
migracja młodych do dużych miast i ich późniejsze powroty z przenoszeniem mody
miejskiej, a nawet przemiany polityczne i społeczne spowodowały, że stroje przodków
przestały być noszone. Te wszystkie czynniki przyniosły też zanik zwyczajów, gwary,
zachowań i innych wartości utożsamianych z góralszczyzną.
...Strój górali piwniczańskich jest zupełnie odmienny od stroju górali podhalańskich
czy beskidzkich; odznacza się prostotą i oszczędnym zdobieniem. Mężczyźni nosili portki
zwane ״ hołośniami ” i kurtki zwane ״ guniami ”, wykonane z czarnego lub brązowego
sukna samodziałowego. Hołośnie miały wąski czerwony lampas, natomiast gunie obszycia
z czarnego, granatowego, czasem zielonego materiału. Zakończenie rękawów
i klapy kieszeni guni przeszywane były nikłym, kolorowym wzorem geometrycznym. Najstarsi
ludzie w okolicy wspominają, że oprócz brązowych portek i takich guni, mężczyźni
nosili również białe hołośnie z czerwonymi wypustkami i gunie długie, białe... z tzw.
skrzydłami i nieco innym zdobieniem. Był to strój odświętny, który niestety nie zachował
się. Inne elementy męskiego stroju: czarna lub ciemnoniebieska kamizelka z metalowymi
guzikami, przy hołośniach wąski pas skórzany opadający na biodro, wybijany ozdobnymi
ćwiekami. Na nogach nosili kierpce z długimi nawłokami opasującymi hołośnie
nad kostką. Kapelusz podobny do góralskiego, otoczony pęczkiem czerwonej wełny
w miejsce muszelek. Zamiast ciupagi używali giętych lasek z jałowca zwanych kulami.
Kobiety nosiły obcisłe kaftaniki (katanki) z rękawami o kroju uwydatniającym figurę,
szyte z cienkiej, jednokolorowej wełny lub kwiecistego perkalu, zdobione skromnymi
wzorami geometrycznymi z barwnych tasiemek. Pod kaftanik wkładano białą bluzkę.
Ozdobą kobiecego stroju było kilka sznurów korali na szyi, a na głowie chustka ״ ty betowa
” w kwiaty, używana w okresie chłodów. Chusty noszone na plecach dla ciepła były
czarne lub wzorzyste z frędzlami, używane tylko od święta. Szerokie i długie spódnice
z płótna drukowanego, tzw. ״ błąkiciory ” lub ״farbanice ”, nosiły dziewczęta; kobiety
częściej jednobarwne, długie spódnice wełniane obszyte tasiemkami u dołu. Najczęściej
występującym wzorem błąkicior były drobne kwiatki lub ornamenty roślinne. Na spodnice
nakładano białe lub kolorowe zapaski. Kierpce z długimi nawłokami, tak ja k u mężczyzn,
kobiety wiązały nad kostką. 14
13 Jak w przyp.5.
Renata Dziedzina, Regionalny Zespól ,,Dolina Popradu”, Piwniczna Zdrój. Studia i szkice... s. 461,462.
Czarni górale z Piwnicznej 109
Z okruchów opowiadań i wspomnień oraz nielicznych publikacji wyłania się rok
obrzędowy górali z Piwnicznej. Bardzo ważny był czas Bożego Narodzenia: Na scynscie,
na zdrowie, na to Boże Narodzenie... z takiemi słowami przychodziuły downi do
chołp piwnicańskik podłaźniki. Musioł to być koniecnie chłop, a do tego zręcny (zycliwy),
musioł do gazdówki przychodzić łod dołu, a iś stamtela do góry, co by gospodarka
tyz sła, na rok co przydzie, do góry. Bez cały cas koło Bożego Narodzenio było barz duzo
róznyk wróżb. Już we Wiliją ni moz sie było speruwać, ani polyguwać, ino chodzić
i robić - coby bez cały rok było tak samiućko. Dziopy na wydaniu tyz se chojco przepowiadały;
słuchały z ftóre strony pies zasceko to z tote strony przydzie if chodok, rachuwały
drewna co je do pieca przynosiuły - do pory - to sie wydadzom, słuchały nawet cy
sie wieprzuś w chlywku łozwie cy nie, łupy z jabłek łobranyf rzucały na stół za siebie,
w jakom litere sie ułozom - tak bedzie if przysły chłop mioł na imie. Po wiliji dziopy
wyciągały spod łobrusa sianko - kiej trowka licho to i zdrowio i synścio nie bedzie, kiej
prosto i piykno trowka to bedzie dobry rok. Łyżki trza było ścisnąć powrósłem, co by sie
bydło na paświsku trzymało w kupie i sie nie gziuło. Przy wiecerzy ni moz było położyć
łyżki drewniane na stole co by krzyzeprzy kopaniu nie bolały. Poprzy Wiliji tyz gazdynie
wróżyły co sie na przysły rok urodzi a co nie (...) W noc po wiecerzy zywina miała godać
ludzkiem głosem, potokiem miało płynąć wino - to tyz leciały się młode i stare myć
w potoku i wołały: ״ Wodzicko co ta płynies bez korzenie, łobmyj mie biydne stworzenie
”. Ale tyz myły se gębusie we wodzie przyniesiony z potoka dopiyro wtencos, ja k ftosi
starsy cisnął do tote wody piniądz - co by być zdrowem ja k ten piniądz.'5 Było też we
zwyczaju kręcenie powróseł z siana rozłożonego pod stołem w czasie Wigilii i okręcanie
nimi przez gospodarza drzew owocowych w dniu św. Szczepana. W dni poprzedzające
Boże Narodzenie ludzie wróżyli pogodę. Domy przystrajano podłaźniczką na której
wieszano światy z opłatka. W okresie świątecznym chodzili po domach kolędnicy:
z gwiazdą i z kozą (do tej pory kultywują ten zwyczaj chłopcy z ״Doliny Popradu”,
grupa założona przez nieżyjącego już Stanisława Żywczaka z Zapotoka, a także i inni).
Po wielu latach przywrócono też zwyczaj szopki kolędniczej; tym razem jest to szopka
wykonana i wyreżyserowana przez Edwarda Grucelę z pięknymi popkami (lalkami)
i w autentycznych strojach, a odgrywana przez młodych piwniczan. Przed Środą Popielcową
chodziły po domach zapuśne baby i według relacji robiuły barz wiełgom szantę,
murcały domowników, wywołały nawet popiół ze śparcheta. Czas Wielkiego Postu był
okresem smutku z powodu Męki Chrystusa i autentycznego poszczenia. Nie używano
tłuszczów zwierzęcych, do potraw dodawano najwyżej olej lniany, oczekiwano na Święta
Wielkanocne i na wiosnę. W Wielkim Tygodniu, gdy zamilkły dzwony, trzy razy dzieńnie
wędrowali po Piwnicznej kłapace - chłopcy z kołatkami; zwyczaj ten ożywiono
w latach 70. z inicjatywy proboszcza ks. Ludwika Siwadły, przy wsparciu Towarzystwa
Miłośników Piwnicznej. W Wielką Sobotę święcono pokarmy. Dawno nierzadkie były
obrazki gazdyni niosącej w białej lnianej łoktusce na plecach duży kosz, pachnący swojską
' Wanda Łomnicka-Dulak, Wróżebny cas, ״Znad Popradu”, grudzień 2004, rok 14, nr 12 (164).
110 Wanda Łomnicka-Dulak
kiełbasą, jajkami i chrzanem. Ale wcześniej na Niedzielę Palmową przynoszono do kościoła
palmy. W sklad dawnej palmy wchodziły bazie, barwinek, kopelnik (dziś kopytník
pospolity), nietota (...) To wszystko układano w niski szeroki bukiet, a rękojeść okręcano
biczem. Bicz ten ukręcano z lnianych bądź konopnych odpadów od krosna. (...) na biczu
wiązano węzełki, których ilość uzależniona była od ilości bydla w gospodarstwie: owiec,
cieląt, krów. Zaś węzełki były podwójne. Po poświęceniu palmy bicz odkręcano i smarowano
smołą z wozu, taką już trochę wyrasowaną (przerobioną), i mocowano do tego
uwróz, a na końcu przyczepiano pomponik (kutosik) i bicz był już gotowy. 16 Wykorzystywano
taki bicz przy pasieniu bydła, a pierwszy raz przy pierwszym na wiosnę wypędzaniu.
Części palmy poświęconej kładziono pod pierwszą skibę, pod wszystkie węgła
budowanego domu, okadzano też krowy, rzucając na ogień kawałek palmy.
W trakcie roku kalendarzowego barwnie wyglądały pola uprawiane przez górali
z okolic Piwnicznej, błękitniały zagony lnu, złociły się łany zboża, zieleniły pola porośnięte
trawami. Kolorów tej makaty dopełniały niepowtarzalne barwy górskich łąk
i kwitnące zagony ziemniaków. Na Matkę Boską Zielną przynoszono do kościoła pachnące
zioła, zaś 8 września, w święto Matki Boskiej Siewnej, poszczególne przysiółki
dziękowały Bogu za dary wieńcami żniwnymi. Do kontynuowania tego zwyczaju zachęcił
obecny proboszcz z Piwnicznej, ks. prałat Jan Wątroba.
Obrzędy były związane ściśle nie tylko ze świętami, ale i z pracą codzienną. Mimo
trudnych warunków bytowania, ciężkiej pracy po kośbach, po młockach, po obróbce
lnu, skubaniu pierza czy przędzeniu wełny odbywały się potańcówki, tzw. muzyki. Rzadko
przy całej kapeli, częściej przy heligonce, skrzypcach, a nawet organkach. Był czas,
że prawie w każdym przysiółku Piwnicznej istniały kapele, często rodzinne. Ich trądycje
kontynuuje, nagrodzona m.in. Nagrodą Oskara Kolberga i Złotą Basztą w Kazimierzu,
Rodzinna Kapela Grucelów z Piwnicznej. Jeszcze przed założeniem kapeli Edward
Grucela i dwaj inni nauczyciele, Eugeniusz Lebdowicz i Mieczysław Łomnicki, pracując
w maleńkich górskich szkółkach na Zaczerczyku i na Niemcowej, spisywali teksty
i nuty śpiewek góralskich. Dziś składają się one na program zespołu, a dawniej były
śpiewane przy pasieniu bydła czy owiec. Były też pieśni rytmiczne do tańca, żartobliwe
przyśpiewki śpiewane w karczmie, na weselu czy ״muzyce”. Przyśpiewki świadczą
o pomysłowości, wyobraźni i talentach osób je układających. Żartobliwe, z docinkami,
nieraz złośliwymi:
Ide bez Piwnicno wsędy lokna śklane
a u moje Zośki portkami zatkane.
Piwnicoki dziady nie docie mi rady
dyć jo nie jagoda żebyście mie zjadły.
Zdarły mi sie kiyrpce a na kiyrpcaf łaty
nie póde już więcy do te świdruwate.
Nie śpiywej ze Jasiu nie śpiywejze tyle
bo ci warga wisi ja k stary kobyle.
16 Lidia Żywczakówna, Tradycje regionalne. Palma, ״Znad Popradu” 1994, rok 4, nr 4 (36).
Czarni górale z Piwnicznej I l l
Osobną grupę stanowią przyśpiewki i pieśni rekruckie związane z poborem górali do
wojska:
Zaśpiywej chodoku w siedemnostem roku
bo w dwudziestem piyrsem siabelka u boku.
Cegoz ten Nowy Sząc pieron nie rozwali
to by nom do wojska chłopów nie pobrali.
Żebyś matko dała biołego koguta
to byś wykupiuła łod wojska rekruta.
W tej grupie były też pieśni opiewające niechęć do opuszczenia ziemi rodzinnej
i tęsknotę za nią:
Juz kuferek spakuwany lezy w kuchni na stole
wyniyś mi go moja miło wyniyś mi go na pole.
Miła wziąła i wyniesła i gorzko zapłakała
cegoz jo sie mój Ty Boże, cegoz jo sie dočkala.
Lub:
Popradzkom dolinom chłopcy masierujom
nase kochanecki łocka wypłakujom.
Nie płacciez dziewcyny ze my rukujemy
wojenka sie skońcy do wos powrócemy.
Cysorzu, cysorzu cegóz nos werbuj es
pewnie na wojenke chłopców potrzebujes.
Już nowsze pieśni, z tekstami autorstwa długoletniego kierownika zespołu Edwarda
Gruceli, na tęskną nutę opiewają Piwniczną:
Poprodzie, Poprodzie kochos ty Piwnicne
sumis górom lasom swe śpiywki prześlicne.
Poprodzie Poprodzie piykno nasa rzyko
niyś moje śpiywanie syroko, daleko.
Póde jo, póde jo nad Poprodu wode
przypomno mi sie tu moje lata młode.
Maria Lebdowiczowa w opowieści o rzece pisze o śpiewkach: Słyszała jeszcze wiele
razy tą śpiewką zwyczajną, bo upodobał ją sobie przewoźnik, co ludzi z miasteczka na
drugi brzeg przeprawiał przewozem. Często słuchała i innych śpiewek; o Andzi, co pasła
pawia; o chłopcu, na którego darmo czekało dziewczę aż do wschodu księżyca
i innych, to smętnych i zawodzących, to znów szybkich i skocznych, od których przyspieszały
swoje pluski i szumy wodne tonie. Zasłuchała się kiedyś na dobre, gdy skądś
z polany pomiędzy Kicarzem a Bucznikiem dobiegło wyraźne, tęskne jeszcze prawie dziecinne
śpiewanie: Pase jo se pase bydołko w Kicorzy, a tam dalij u pastyrzy łognisko sie
jorzy.Upodobała sobié rzeka te śpiewki dziewczyńskie, to chłopackie, to znów razem śpiewane,
przerywane gromadnym śmiechem i okrzykami. Upodobała sobie ich pasterskie
zabawy, przygrywanie na piszczałkach, tańce, tak ja k wszystko, czym żyli, czym się cie112
Wanda Łomnicka-Dulak
szyli i nad czym plakali mieszkańcy miasteczka, które ona wciąż okalała i któremu wciąż
groziła wylewami, powodzią. Górska, dumna rzeka.11
Życie górali piwniczańskich było związane z rzeką, było też przeplatane smutkiem
i radością, śpiewem i tańcem. Tańce przeniesione z lat dawnych to najczęściej zespołowe:
paw, pijowecka, hanok, blasiok, polka bez stołek, madziar, obyrtany, koński. Bywają
też tańce inicjowane lub w całości wykonywane przez pojedyncze pary, jak np.
zamiatany, śtajerek, polka na ławie. Przy pasieniu na hali rozrywką były zabawy zręcznościowe
chłopców: kocury, dupek, łomanie na ręce i inne.
Bardzo ważnym dla każdej społeczności obrzędem jest wesele. Dzięki pracy grupy
osób pod kierunkiem Edwarda Gruceli oraz bezcennym informacjom, m.in. 90-letniej
Marii Skorupy i Genowefy Kulig, został opracowany scenariusz ״Wesela piwniczańskiego5’,
wykorzystywany nie tylko przez zespół, ale i przez innych piwniczan dzięki
publikacji w ״Monografii’’. W sierpniu 2004 roku odbyło się w Piwnicznej autentyczne
tradycyjne wesele góralskie Kingi Nosal i Tomasza Kuliga, członków ״Doliny Poprądu”.
Wzbudziło ogromne zainteresowanie piwniczan i turystów.
Wesele piwniczańskie - Regionalny Zespół ״Dolina Popradu”, Piwniczna Zdrój 1995 r.
(pierwszy od prawej stoi Edward Grucela, kierownik zespołu, obok autorka artykułu).
Scenariusz wesela jest też zapisem gwary czarnych górali. Jak napisano w nocie
redakcyjnej: Teksty, muzyka, zwyczaje weselne są wartością kultywowaną i przekazywaną
kolejnym pokoleniom. Stanowią część integralną ojczystej mowy, języka polskiego,
kultury ludowej, narodowej. Tradycyjne wesele w Piwnicznej poprzedzone było
17 Jak w p. 3, s. 16.
Czarni górale z Piwnicznej 113
pytacką, czyli osobistym zapraszaniem gości na wesele przez tzw. pytacy, którzy odśpiewywali
zapraszanie, a starsypytać wygłaszał orację. Śpiewali np.:
Pytomy, pytomy na trzeciom niedziele
bo sie u Marysi weselisko ściele.
Albo:
Bedymy śpiywali, gorzolecke pili
do biolego rana bydymy tońcyli.
Następnie już w dniu wesela odbywały się wyprosiny. Najpierw drużki ubierały pannę
młodą do ślubu, zakładały wianek mirtowy, stroiły różdżkę, śpiewając przy tym:
Mamuś moja mamuś nie dej mie za górkę
bo jo nie ptosyna i tu nie przyfurkne.
Z muzyką i śpiewem drużbowie i starosta przyprowadzali pana młodego:
Wiedymy, wiedymy tu Pana Młodego
wyjdźze Marysieńko po Jasia swojego.
Po wprowadzeniu pana młodego następowała bardzo ważna część - mowa (oracja)
starosty weselnego, rozpoczynana charakterystycznym: Scęść Boże Miody Porze! Potem
następowało wzruszające błogosławieństwo i wyjście do kościoła, też ze śpiewem:
Pódźmy do kościoła bo dróga daleko
bo ksiądz przy ołtorzu ju z hań na nos ceko.
Po powrocie z kościoła (śluby były w środę lub czwartek) następowała zabawa, przerwana
ocepinami. Teraz ogromną rolę odgrywała starościna, zakładająca młodej czepiec
(cypiec). Bezpośrednim przygotowaniem do ocepin było obtańcowywanie panny
młodej i przyśpiewki:
Kiej cie bedom cepić
spozryj se do nieba
ej, zeby twoje dzieci
nie prognąły chleba.
A w czasie ocepin śpiewano obrzędową pieśń Oj, chmielu:
Oj chmielu, chmielu, ty wielkie ziele
nie bedzie bez ciebie zodne wesele...
Były przy tym datki na cypiec, licytacja. Wesele kończyło się o północy z czwartku
na piątek.
Ogromne było bogactwo przyśpiewek, pieśni, oracji; w tej publikacji z konieczności
podaję tylko pojedyncze przykłady. W Piwnicznej i okolicach znani i powszechnie szanowani
byli starostowie weselni, wielu z nich wyróżniało się wielką wyobraźnią,
w czasie tzw. lobigrowki potrafili natychmiast zrymować dowcipną i obrazową przyśpiewkę,
a ich oracje i mowy weselne były dziełami sztuki słownej.
Maria Lebdowiczowa w nocie redakcyjnej tak pisze o języku scenariusza ״Wesela
piwniczańskiego”: W zapisie zachowano oryginalną wymowę c, s, z, zamiast cz, sz, ż;
copka (czapka), nasa (nasza), zyto (żyto) — mazurzenie; o y zamiast a, e; ptok (ptak),
chlyb (chleb) —pochylenia samogłosek; chodziuł (chodził), świyciuł ( świecił), oraz łojciec,
łoba (ojciec, oba) itp. Na uwagę zasługuje końcowe -ch wymawiane ja k -k (na
114 Wanda Łomnicka-Dulak
polak, po cholpak) lub -f(po góraf, do nij) już coraz rzadziej spotykane. Jest to rezultat
wpływów gwary Spiszą i Lachów Sądeckich, z którymi styka się region. W gwarze, szczegolnie
w słownictwie, widoczne są wpływy słowackie i węgierskie, co uzasadnia położęnie
Piwnicznej i dawne bliskie kontakty.18 Powszechną, choć niestałą cechą gwary czarnych
górali jest nagłosowe h i j (Heliasówka, Janioł, Jagniyska).
Charakterystyczne jest urabianie nazw topograficznych, które brały swój początek
od położenia: Za Wiyrchem, Za Potokiem', od kształtu: Na Przysłopie; od nazw znaczęniowych:
W Kącinie, Na Mocorce, W Upłazisku. Zachowało się jeszcze wiele ciekąwych
słów, które są przypominane od wielu lat w wierszach piwniczańskich poetek.
Należy zaznaczyć, że jako pierwsza gwarę piwniczańskąpokazała światu Krystyna Dulak
w tomiku ״Nadpopradzie”, a ostatnio w zbiorze wierszy ״Skoszony czas”. Od 14 lat felietony
gwarowe ״Babskie godanie” jako Kunda z Potocka pisze Wanda Łomnicka-Dulak
(autorka tomiku pisanego gwarą ״Śladem serdecznym”). Należy podkreślić tu rolę gazety
lokalnej ״Znad Popradu” w publikowaniu felietonów i innych tekstów gwarowych.
W województwie małopolskim, najbogatszym pod względem etnograficznym rejonie
Polski, a w powiecie nowosądeckim szczególnie, bo to właśnie tutaj wciąż żywe są
tradycje przodków Lachów i górali, działa od dziesięcioleci wiele zespołów regionalnych.
W Piwnicznej istnieje również zespół regionalny, ocalający i przenoszący ponad
wiekami (a teraz nawet tysiącleciami), folklor górali nadpopradzkich. W mieście, od
zarania związanym z górską rzeką Poprad, wszystko co ważne dla tej ziemi ma w nazwie
lub symbolice Poprad. A więc i zespół regionalny przyjął nazwę ״Dolina Poprądu”.
W latach 60. XX wieku grupa nauczycieli piwniczańskich starała się wydobyć
z ludzkiej pamięci zwyczaje, tańce i pieśni od lat rodzące się na tej ziemi, bądź przynoszone
tu z migracji ludności czy służby ״w rekrutach”, a już prawie zapomniane.
W roku 1965 Edward Grucela - muzyk i rzeźbiarz, Eugeniusz Lebdowicz - polonista,
człowiek o szerokich zainteresowaniach, Mieczysław Łomnicki - muzyk i historyk -
założyli w Piwnicznej zespół regionalny. Od początku inspiracją i pomocą służył etnograf,
Kazimierz Bogucki, zaś nad choreografią czuwał Józef Unold. Przez 35 lat zespołem
kierował Edward Grucela. Pierwszy skład kapeli: Edward Grucela - pryma (skrzypce),
Jan Wróbel - klarnet, Antoni Leśniak - trąbka, Eugeniusz Lebdowicz - sekunda
I (skrzypce), Mieczysław Łomnicki - sekunda II (skrzypce), Eugeniusz Stelmach - bas.
Od 1986 do 2000 roku zespołowi przygrywała Rodzinna Kapela Grucelów w składzie:
Edward Grucela - kierownik ״muzyki”, pryma (skrzypce), Mieczysław Grucela - sekunda
(skrzypce), Irena Grucela-Stawiarska - bas, Stanisław Judka - klarnet (na basach
grała też Kinga Izworska). Pod koniec 2000 roku funkcję kierownika Regionalnego
Zespołu ״Dolina Popradu” objął Wojciech Bogucki, następnie w II połowie roku 2001
zastąpił go Ludwik Górka. Obecnie (od 2003 r.) zespołem kieruje Maciej Jeżowski, zaś
kapela gra w składzie: Stanisław Dudka - kierownik kapeli, pryma (skrzypce), Piotr
Kulig - sekunda (skrzypce), Tymoteusz Florian - bas oraz Bogdan Kurzeja - sekunda
(skrzypce). Grą na heligonce zespół wspierali Antoni Toczek oraz Aleksander Lebdo-
18 Maria Lebdowiczowa, Nota redakcyjna do scenariusza ״Wesela piwniczańskiego”, Piwniczna Zdrój. Studia
i szkice... s.554
Czarni górale z Piwnicznej 115
wicz. Od 40 lat zespół prezentuje folklor górali nadpopradzkich, zwanych czasem czarnymi
góralami, bo, jak można zobaczyć na starych fotografiach, gunie i hołośnie mają.
ciemną barwę. Programy wykonywane przez zespół to ״Na holi”, ״Požegnänie rekrutów”,
״Muzyka po kośbie”, ״Wilija u comyk góroli” i program kolędniczy oraz ״Wesele
piwniczańskie”. Od 1988 roku do programu zespołu włączono wiersze pisane gwarą
przez członkinię zespołu, poetkę Wandę Łomnicką-Dulak. Przez cały okres działalności
zespół ״Dolina Popradu” skupia ludzi bardzo młodych i nie tylko ocala ginący folklor,
ale pełni też rolę wychowawczą wobec młodzieży, która właśnie tutaj, poprzez poznanie
korzeni, uczy się miłości do małej ojczyzny. Od 1965 roku przez zespół przewinęło
się około 400 osób, uczestnicząc w tysiącach prób i setkach występów, tu skojarzyło się
16 par małżeńskich, dziś występująjuż ich dzieci, a niedługo pewnie i wnuki. Niektórzy
znakomici śpiewacy, tancerze, muzycy przeszli już na niebiańskie gronie i stamtąd pewnie
niosą się piwnicańskie nuty. Zespół wielokrotnie koncertował na Słowacji, przedstawiał
góralski folklor w Czechach, żywiołowością zadziwiał Węgrów nad Balatonem.
Reprezentanci zespołu występowali także w Anglii i w Niemczech, a w 1999 roku członkinie
״Doliny Popradu” śpiewały na Placu Św. Piotra w Rzymie utwory z nagranej wcześniej
płyty ״Życzymy, życzymy”. Dzięki wytrwałej pracy ludzi kochających folklor,
zwyczaje górali nadpopradzkich były prezentowane na wielu festiwalach, konkursach
i przeglądach w różnych miastach Polski. W kolekcji nagród zespołowych znalazły się
kilkakrotnie ״Złote serca1’ z Festiwalu Górali Polskich w Żywcu (1988, 1995), ״Srebrna
ciupaga” z Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem (1995),
״Brązowa ciupaga5’ (1988), I miejsce w Przeglądzie Dorobku Kulturalnego Wsi ״Przytoczna
87”, Brązowe Serca żywieckie, nagroda za uratowanie stroju czarnych górali
w Żywcu, puchary ״Jesieni Tatrzańskiej”, II nagroda w Konkursie Tańca Ludowego
w Rzeszowie, II nagroda w Konkursie Obrzędów Weselnych ״Kadzidło 2002” i wiele
innych. Od 35 lat prawie co roku ״Dolina Popradu” występuje w koncertach Tygodnia
Kultury Beskidzkiej. W roku 1996 piwniczańscy śpiewacy, muzycy i tancerze wystąpili
w Filharmonii Narodowej w Warszawie w koncercie ״Epopeja Karpacka”, z cyklu ״Pieśni
ziemi ojczystej”, a w 1999 w dalekim Sierpcu z ogromnym wzruszeniem odbierali
ludowego Oskara, czyli Nagrodę im. Oskara Kolberga. Zespół wielokrotnie nagrywał
swoje utwory dla Polskiego Radia (I program oraz Radio Kraków), a także dla telewizji,
m.in. z cyklu ״Obrzędy i zwyczaje”, film ״Pożegnanie rekrutów” (1986) i film krótkometrażowy
״Tryptyk sądecki”( 1971). Prawie 40 lat istnienia to ponad tysiąc występów
w różnych miastach Polski od Szczecina po Lublin, od Mazur po Książ, od Łeby po
Prudnik, udział w imprezach lokalnych, takich jak Dni Piwnicznej, ale też w ogólnopolskich,
np. w Dożynkach Centralnych w Opolu. To także ogromna promocja ziemi piwniczańskiej
na przeglądach, targach, wystawach. To łączenie się w pieśni z mniejszościami
narodowymi podczas koncertów ״Łemkowskiej Watry”, ״Od Rusal do Jana”
i ״Wrzosowiska”. To ogromny wkład w kulturę, szczególnie ludową i muzyczną ziemi
piwniczańskiej, to cenny wkład kilku pokoleń piwniczan do skarbnicy polskiego folkloru.
Ilekroć słyszę nazwę czarni górale, wspominam przeszłe pokolenia ludzi zamieszkujących
ten piękny zakątek Sądecczyzny i zastanawiam się, co jeszcze z ich dziedzictwa
uda się zachować. Myślę o zasłużonych mieszkańcach nadpopradzkiego grodu, któ116
Wanda Łomnicka-Dulak
rych nazwiska będą wymienione w przygotowywanym do druku przez Marię Lebdowiczową,
a zapoczątkowanym przez jej męża, Eugeniusza Lebdowicza, słowniku biograficznym
״Dawni piwniczanie”. Myślę o profesorze Szymonie Kopytce, ks. prałacie Janie
Dagnanie, J.K. Życzkowskim, M. Żytkowiczu, a także o profesorze Józefie Długoszu,
czy wspominającej swój góralski rodowód Danucie Szaflarskiej.
Myślę też o mniej znanych, skromnych, zwyczajnych ludziach, którzy wędrują piwniczańskimi
ścieżkami serdecznej pamięci. Ludziach czasem nieszczęśliwych, skrzywdzonych,
o których tak pięknie potrafi pisać Krystyna Dulak językiem czarnych górali.
Bo:
Rozmiłowałam sie w tobie ponad mowy świata
Na wyśpiyw duse moje, na podsept anioła
co mi łosty ze źrenic miętkiem skrzydłem łomiata
i wiecnie w Nadpopradzie mie ze sobą woła.
Od autorki:
Przy opracowaniu artykułu korzystałam z pomocy p. Marii Lebdowiczowej, p. Edwarda Gruceli, p. Piotra
Kuliga.
Czarni górale na Kurpiach - 2003 r. (fot. Dariusz Łomnicki)